Czarny osad w instalacji zjada pompę i zawory. Filtr to tania polisa

Woda spuszczona ze starszej instalacji grzewczej rzadko bywa przezroczysta. Zwykle jest czarna albo ciemnoszara, gęsta, z wyczuwalnym osadem, który przykleja się do wiadra. To nie jest zabrudzenie z zewnątrz, tylko produkt procesu zachodzącego wewnątrz zamkniętego układu.

Ten osad jest jednocześnie objawem i przyczyną. Objawem korozji, która trwa, i przyczyną zużycia elementów, które miały służyć dwadzieścia lat.

Czarny osad magnetytowy w wodzie instalacyjnej

Skąd bierze się magnetyt

W zamkniętym obiegu grzewczym stal koroduje w reakcji z tlenem rozpuszczonym w wodzie. Powstaje tlenek żelaza, głównie magnetyt, o charakterystycznej czarnej barwie i właściwościach magnetycznych.

W układzie idealnie szczelnym proces zatrzymałby się sam, bo tlen zawarty w wodzie napełniającej zostałby zużyty w pierwszych tygodniach. Instalacja rzeczywista tlen jednak stale pobiera, i to z trzech źródeł.

Pierwszym jest uzupełnianie wody. Każde dolanie wnosi świeżą porcję tlenu, a instalacja z drobną nieszczelnością, uzupełniana co miesiąc, dostaje go regularnie.

Drugim jest dyfuzja przez ścianki rur z tworzyw sztucznych. Polietylen i polipropylen są przepuszczalne dla tlenu, dlatego rury do ogrzewania mają warstwę antydyfuzyjną. Zastosowanie rury bez tej bariery, przeznaczonej do wody użytkowej, w obiegu zamkniętym oznacza stały dopływ tlenu przez całą powierzchnię instalacji.

Trzecim są elementy niepodlegające pełnemu odpowietrzeniu, w których pozostaje poduszka powietrzna: górne odcinki pionów, grzejniki na najwyższej kondygnacji, źle wyprofilowane odcinki poziome.

Co osad robi z instalacją

Magnetyt nie rozpuszcza się i krąży z wodą, osadzając się wszędzie tam, gdzie prędkość przepływu spada albo gdzie działa pole magnetyczne.

Największą ofiarą jest pompa obiegowa. Współczesne pompy elektroniczne mają wirnik z magnesem trwałym, który przyciąga cząstki magnetytu. Osad gromadzi się w szczelinie między wirnikiem a tuleją, zwiększa opory i ostatecznie blokuje wirnik. To najczęstsza przyczyna awarii pomp w instalacjach po kilkunastu latach pracy.

Zobacz też:  Uchwyty meblowe – jak dobrać do stylu wnętrza?

Drugą grupą są elementy z małym przekrojem przepływu: wymiennik kotła kondensacyjnego, zawory regulacyjne, głowice termostatyczne. W wymienniku osad działa jak izolacja i obniża sprawność, a przy większym nagromadzeniu powoduje przegrzewanie i zadziałanie zabezpieczeń.

Trzecią są same grzejniki. Osad opada w dolnych kanałach, przez co grzejnik grzeje w górnej części, a dolna pozostaje chłodna. To objaw często mylony z zapowietrzeniem, choć oba mają odwrotny obraz: powietrze zbiera się u góry, osad na dole.

Wreszcie cierpi armatura. Zapieczony trzpień, nieszczelne uszczelnienie i zablokowany zawór termostatyczny to typowe objawy pracy w brudnym czynniku, a nie wady konstrukcyjnej elementu.

Filtr magnetyczny, czyli separator zamiast sitka

Klasyczny filtr siatkowy zatrzymuje cząstki większe od oczek sita. Magnetyt występuje jednak w postaci bardzo drobnej zawiesiny, przechodzącej przez typowe sito bez oporu.

Odpowiedzią jest urządzenie wykorzystujące właściwości magnetyczne osadu. Zamontowany na powrocie filtr magnetyczny ma w komorze silny magnes, na którym cząstki osadzają się przy przepływie. Uzupełnieniem bywa strefa uspokojenia, w której opadają cząstki niemagnetyczne, głównie piasek i resztki po montażu.

Montuje się go na powrocie do kotła, czyli w miejscu, w którym woda zbiera zanieczyszczenia z całej instalacji, przed wejściem do najwrażliwszego elementu układu. Po obu stronach umieszcza się zawory odcinające, bo bez nich czyszczenie wymaga spuszczenia wody z instalacji.

Samo czyszczenie polega na zamknięciu zaworów, wyjęciu rdzenia magnetycznego i spłukaniu osadu. To czynność na kilka minut, wykonywana raz w sezonie, a w pierwszym roku po montażu w instalacji starszej nawet częściej, bo urządzenie wychwytuje wtedy nagromadzenie z wielu lat.

Inhibitor, czyli druga połowa rozwiązania

Filtr usuwa skutek. Przyczynę, czyli samą reakcję korozyjną, ogranicza się chemicznie, dodając do wody instalacyjnej inhibitor korozji.

Preparat tworzy warstwę ochronną na powierzchniach metalowych i stabilizuje odczyn wody, spowalniając proces. Dozuje się go po napełnieniu instalacji, w proporcji do jej objętości, a stężenie sprawdza okresowo, bo maleje przy każdym uzupełnianiu wody.

Zobacz też:  Klimatyzer – czy to dobra alternatywa dla klimatyzacji?

W instalacji zaniedbanej sensowną kolejnością jest najpierw płukanie chemiczne, usuwające istniejący osad, potem napełnienie i dopiero wtedy inhibitor. Dodanie preparatu do brudnej instalacji daje efekt ograniczony, bo warstwa ochronna nie powstanie na powierzchni pokrytej osadem.

Warto też ograniczyć samo uzupełnianie wody. Instalacja szczelna traci jej minimalne ilości, a konieczność dolewania co kilka tygodni jest sygnałem nieszczelności, którą warto znaleźć, zanim ujawni się na suficie.

  • Sprawdź kolor wody spuszczonej z zaworu spustowego przed sezonem. Czarna oznacza, że proces trwa i że pompa pracuje w tych warunkach.
  • Zamontuj filtr na powrocie, z zaworami odcinającymi po obu stronach.
  • Wyczyść rdzeń raz w sezonie, a w pierwszym roku po montażu dwa razy.
  • Sprawdź, czy rury mają barierę antydyfuzyjną, jeżeli instalacja wykonana jest z tworzyw. Bez niej filtr będzie pracował bez końca.

Koszt filtra jest porównywalny z jedną wizytą serwisu, a chroni pompę, wymiennik i całą armaturę. To jedno z niewielu urządzeń w kotłowni, przy którym rachunek opłacalności nie wymaga żadnych założeń.

Filtry magnetyczne, armatura grzejnikowa i preparaty do uzdatniania wody instalacyjnej dostępne są na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *